Na wstępie uprzedzam, że notka niniejsza zawiera treści bardzo drastyczne. Osobom o słabych nerwach odradzam dalsze czytanie.

To, co najbardziej zastanawia, frustruje i przygnębia w opisach rzezi na Wołyniu i w Galicji, to powszechne niewyobrażalne okrucieństwo morderców. Miał „szczęście” ten, kto zginął od razu, nie będąc torturowanym. Weźmy przykład sprzed dokładnie 65-ciu lat:

25 lipca 1943r. (..) grupa upowców (...) dokonała mordu na 14 bezbronnych osobach [we wsi Jeziorany Czeskie w Łuckiem]. Wszystkie torturowano około 4-5 godzin (...). Kobietom poodcinano piersi i zmasakrowano twarze, wszystkich dźgano bagnetami. Bestialskiego mordu dokonywano kolejno zaczynając od najmłodszych członków rodziny i kończąc na najstarszych. Podczas mordowania upowcy mówili, że ofiary muszą długo umierać, ponieważ są dobrymi ludźmi. Świadkami było kilku Czechów (...). [„Ludobójstwo...”, s.597]
 

Opisy te frustrują, gdyż przeczą rozumowi. Ciężko zrozumieć, dlaczego sąsiad mordował sąsiada – przykład powyżej, gdzie mordercy twierdzili, że ich ofiary były... dobrymi ludźmi. Nie było więc tak, jak próbował sobie tłumaczyć prof. R.Torzecki: „tu działały czynniki emocjonalne, zadawnione urazy, porachunki, także sąsiedzkie.” [GW nr 161 z 12.07.2003]

Absurd rzezi na Kresach to chyba największe wyzwanie dla historyków, dziennikarzy, filmowców, pisarzy i etyków. Aby coś opisać, należy to zrozumieć. Jak jednak zrozumieć niewytłumaczalne? Przytoczę w tym miejscu fragment wywiadu S.Beresia ze świadkiem, pisarzem Stanisławem Srokowskim [Dziennik z 9.01.2007]:

Bereś:To jest ciągle ten sam scenariusz: wioskę otacza się, tak by nikt nie umknął, a potem część ludzi zmusza się, by patrzyli na gehennę najbliższych: dzieci przybija się gwoździami do ścian lub wrzuca do studni, kobietom obcina się piersi i rozpruwa brzuchy, a na koniec godzinami morduje mężczyzn... Po co, na miłość boską, po co? Gdzie tu sens?

Srokowski: Z jednej strony mamy akty barbarzyństwa i nienawiści nacji przeciwko nacji, a z drugiej agresję człowieka przeciwko człowieku. W określonych ideologicznie sytuacjach człowiek i nacja ujawniają swoją najstraszniejszą część natury. (...)

Bereś:Ale żeby pchnąć ludzi do tak strasznej rzeźni musi być jakiś grunt, na którym wyrośnie nienawiść.

Srokowski: Historycy próbują odwoływać się do XVII wieku, gdy Polacy znęcali się nad Ukraińcami, a chłopów wbijano na pal. To prawda, ale, na Boga, niczym nie da się usprawiedliwić (...) ludobójstwa.

Bereś:Ale jakaś przyczyna być musiała. Nie wszystko da się wytłumaczyć terrorem OUN-u i UPA. Ukraińcy musieli się czuć czymś skrzywdzeni, upokorzeni. Nie morduje się bez powodu sąsiadów z piątku na sobotę.

Srokowski: W mojej wsi nikt nikogo nie upokarzał. Różne nacje żyły w zgodzie przez wieki. A jednak moją polską część wsi doszczętnie spalono, a wielu ludzi wymordowano. (...) Kiedy opowiadam [Ukraińcom] prawdę, nie chcą jej przyjąć. Mówią, że to niemożliwe. I ja ich rozumiem. Bo tego normalny umysł nie jest w stanie ogarnąć.[podkreślenie moje] 

Słowa Srokowkiego – normalny umysł nie jest w stanie tego ogarnąć – jak lejtmotyw przewijają się w relacjach świadków tamtych wydarzeń:

(...) a sam widziałem koniec tego mordu – najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami – rozszarpywali ludzi, ciągnęli za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali nożami, przebijali widłami, ćwiartowali siekierami, wieszali żywych i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, język, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni łapali je i dalej męczyli, aż do zabicia. (...) widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękoma wnętrzności – ciągnęli za kiszki, a inni ofiarę trzymali; jak gwałcili kobiety a później je zabijali, wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą rozcinali na dwie połowy, topili w studniach. Powiedział [Pawluk], że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy[podkreślenie moje] (...). Nie mogłem patrzeć się na dzieci z roztrzaskanymi głowami i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew – aż czerwono, sam się pochlapałem, aż się rzygać chciało, w zamieszaniu odszedłem.”[relacja Władysława Malinowskiego w formie cytowania słów Ukraińca Józefa Pawluka wypowiedzianych podczas ostrzeżenia przez niego Polaków przed napadem UPA, kolonia Augustów, Horochowskie, Wołyń, sierpień 1943].

Nieżyjący już badacz z Wrocławia, dr Aleksander Korman sporządził listę tortur zadawanych przez upowców. Doliczył się podobno ponad 300 pozycji. W internecie udało mi się znaleźć jego listę składającą się „tylko” z 135 punktów. Różnie można zareagować na te niewytłumaczalne fakty. Można próbować je racjonalizować, szukać przyczyn w przeszłości. Można też nie przyjmować ich do wiadomości, jak czynią to Ukraińcy wspomniani przez Srokowskiego. Ten nurt i w Polsce ma swoich protektorów, szukających przyczyn takiej a nie innej pamięci kresowiaków w złej woli albo psychologii:

...próbuje się wywołać u nas upiory. Wraca negatywny stereotyp Ukraińca – hajdamaki, rezuna, mordercy. (P.Smoleński, GW z 27.01.2001)

______________

Kolejna czarna legenda brzmi: na Wołyniu Ukraińcy cięli Polaków piłami. Tymczasem nie stwierdzono ani jednego takiego przypadku. Wszystkie osoby powtarzające takie informacje słyszały je od kogoś innego. Świadków naocznych nie ma, piły są prawdopodobnie mitem. (Jarosław Hrycak, ukraiński historyk, GW z 27.01.2001)

______________

...od jakiegoś czasu nie opieram się na relacjach, cytuję je bardzo rzadko (...). Relacja zawsze może być zafałszowana, nawet bez złej woli. Przecież pamięć ludzka jest ulotna, zawodna, często opowieść pochodzi z drugich, trzecich ust, po latach wszystko wygląda inaczej.(Wł. Filar, GW nr 183 z 07.08.2003)

______________

Rafał Romanowski: Czy wszystkie [bestialstwa] rzeczywiście miały miejsce? Czy atakujący polskie wsie naprawdę mieli czas pastwić się nad swoimi ofiarami w tak okrutny sposób?

Grzegorz Motyka (historyk): Ich gwałtowność wynikała po części z tego, że wśród atakujących było sporo prostych chłopów wyposażonych w siekiery i inne narzędzia, a nie broń palną. (...)

RR: Czy utrwalone w pamięci małego dziecka widoki krwi, ognia, pokłutych ciał, zmieszane ze słonecznymi, sielankowymi krajobrazami Wołynia mogą być na tyle sugestywne, aby nie udramatyzować ich po latach szczyptą fikcji? Jak wiele w opisach profesora Kormana (...) jest prawdy, a ile fantazji?

GM: O wrażliwość na okrucieństwo lepiej spytać psychologa.(...)[GW Kraków nr 76 z 01.04.2005]


 

Można odnieść wrażenie, że kresowiacy-świadkowie (o ile nie działają z poduszczenia Moskwy) ulegli zbiorowej halucynacji, psychologicznie wytłumaczalnej antyukraińskimi stereotypami i doznaną krzywdą w postaci utraty swojej małej ojczyzny. Takiej halucynacji uległ też S. Srokowski opisujący widok zwłok swego kolegi Stasia Rybickiego (wyrwany język, wydłubane oczy, obcięte genitalia i pokłute nożami ciało –Rp z 19-20.07.2008). Co jednak począć z dość licznymi dowodami w postaci fotografii ludzi w poobcinanymi kończynami, wyłupionymi oczami, dzieci z wyprutymi wnętrznościami i wyciętymi na czole gwiazdami? Czy i one pochodzą sprzed wojny, jak słynne zdjęcie dzieci Cyganki? A trzeba dodać, że dokumentowanie tych zbrodni było ostatnią rzeczą, o jakiej wówczas myślano. Szczytem marzeń było ujście z życiem. Zbrodnie UPA na Polakach mało obchodziły ówczesnych panów tych ziem – Niemców a później Sowietów. Na miejscu mordu nie pojawiał się prokurator z ekipą śledczych, prędzej psy i dzikie zwierzęta.

Spróbujmy jednak doszukać się racjonalnych przyczyn okrucieństwa upowskich oprawców.

W dawnych wiekach przez ziemie kresowe przetaczały się wojny prowadzone w okrutny sposób. Gdy czyta się o powtarzających się najazdach tatarskich pustoszących Ukrainę, zadaje się sobie pytanie – jak to możliwe, że ktokolwiek miał odwagę tam żyć. Jak obliczyli historycy, w latach 1474-1569 było dziewięćdziesiąt pięć dużych tatarskich najazdów na ziemie Rzeczypospolitej, czyli jeden rocznie. Tak opisywał Jan Długosz jeden z tych najazdów:

Wiele tysięcy ludzi obojga płci nie tylko wśród wieśniaków, ale i szlachty (...) zostało uprowadzonych w wieczystą niewolę i sprzedanych. Całe niemal Podole było wyludnione i pozbawione bydła. Ścigały ich poza Kamieniec oddziały [polskie] (...). Ponieważ jednak Tatarzy zauważyli to (...) z tego powodu uciekali, maszerując szybko, zabijali starych i słabych, tak że droga była usłana trupami, a smród i strach odebrał odwagę ścigającym.(cyt. za „Podolska legenda...”, str.58)
 

Mimo tak trudnych warunków wciąż znajdowali się śmiałkowie chcący żyć „u wrót tatarskiej paszczęki”. Motywowały ich do tego wolnizny czyli czasowe zwolnienia z pańszczyzny i niezwykle żyzne ziemie. Tak wyglądało ich życie:

Nie mogli z tej [tatarskiej] przyczyny osadnicy ukraińscy wychodzić po jednemu do pracy w polu, lecz musieli stawać gromadnie, nigdy bez rusznicy i innej broni. Nadawało to osobliwego uroku tej rolniczej zabawie ukraińskiej, zaprawiającej się w równym stopniu do pługa jak i oręża.(Karol Szajnocha – cyt. za „Podolska legenda...”, str.60)
 

Takie warunki życia na Ukrainie wytworzyły specyficzny rodzaj chłopstwa – zaprawionego w walce i ucieczce, krnąbrnego, nieskorego do znoszenia pańszczyźnianego ciężaru. Na to nakładały się różnice wyznaniowe – chłopstwo ukraińskie było prawosławne, polscy panowie w większości byli katolikami. Mieszanka ta eksplodowała podczas powstania Chmielnickiego, gdzie ostrze nienawiści skierowało się w stronę polskiej szlachty i Żydów. Pisał żydowski kronikarz:

Z jednych darto skórę, a ciało rzucono psom na żer, innym obcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę; przez ich ciała przejeżdżały wozy i tratowały ich konie. Innym zadano tyle ran, że byli bliscy śmierci i rzucano ich na ulice; nie mogąc rychło umrzeć, tarzali się we krwi, aż uszła z nich dusza; innych grzebano żywcem. Dzieci zarzynano w łonie matek; wiele dzieci pocięto na kawały jak ryby. Kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy i wsadzano żywego kota do wnętrza i tak zostawiano przy życiu, zaszywając brzuchy. Następnie obcinano im ręce, by nie mogły wyjąć tego kota. I wieszali niemowlęta na piersiach matek, inne dzieci nabijano na rożen, pieczono przy ogniu i przynoszono matkom, by jadły ich mięso. Częstokroć brali dzieci żydowskie i robili z nich mosty, by przechodzić przez nie. [...] Wszystko to czynili, wszędzie dokąd dotarli, nie inaczej postępowali też z Polakami, a szczególnie z księżmi. (wg kronikarza żydowskiego Jaweina Meculi – cyt. za „Na płonącej Ukrainie... ”, s.84)
 

W oczach żydowskiego kronikarza nawet Tatarzy zasłużyli sobie na lepszą opinię – można było ich przekupić lub zostać wykupionym z ich niewoli. To znamienne, że XVII-wieczne tortury znalazły się praktycznie w całości na liście Kormana.

Do podobnych rzezi dochodziło i później. Podczas powstania Żeleźniaka i Gonty w 1768r. (tzw. koliszczyzna) wyrżnięto do 20 tysięcy ludzi w Humaniu, mieście, które poddało się w zamian za obietnicę bezpieczeństwa:

... rozpoczęła się rzeź zainicjowana najprawdopodobniej przez żądnych zemsty chłopów. Według współczesnych, z pewnością przesądzonych świadectw w samej tylko synagodze poniosło śmierć około trzech tysięcy Żydów. Zabijano i męczono.. Żydom obcinano ręce i uszy. (...) Kolejnymi ofiarami nienawiści (...) stali się księża katoliccy i uniccy. Jeden z nich, Wadowski, został zabity na ołtarzu.(...) Ubierano się w ornaty, wygłaszano szydercze kazania, pito wino z kielichów kościelnych i niszczono patenty. Nienawiść powstańców zwróciła się wreszcie przeciw szlachcie zgromadzonej w Humaniu. Okrucieństwo przekroczyło wszelkie granice. (...) Ofiary przywiązywano do pala, bito, kłuto spisami, by na koniec dobić nożem lub wystrzałem z broni palnej. Gwałcono kobiety, ciężarnym rozcinano brzuchy, a dzieci podnoszono na spisach do góry. (...) Rzeź w Humaniu wstrząsnęła opinią publiczną (...). Nie sposób zaprzeczyć, że w Humaniu – jak zeznawali później uczestnicy koliszczyzny – wszyscy zabijali: strzelbą, spisami, nożami, cepami i zastupami; chyba rąk nie miał, to ten tylko nie zabijał.(„Hajdamacy”, s.326-329)


 

 "Gonta w Humaniu"

Nie łagodniej tłumili bunty kozackie Polacy. Buntowników nieodmiennie wieszano, palowano, ścinano, ćwiartowano i obdzierano ze skóry. Te i powyższe tortury również znajdują się na liście Kormana.*

Co charakterystyczne, opisy bestialstw powracają w okresie współczesnym. W czasie polsko-ukraińskich walk o Galicję w latach 1918-1919 pojawiło się mnóstwo skarg na brutalność Ukraińskiej Halickiej Armii (UHA). Protest w tej sprawie uchwalił nawet Sejm RP. W uzasadnieniu wniosku przed Sejmem można było przeczytać:

Niema zbrodni, niema bestialstwa, któreby pod pruską hegemonią żołdactwo ruskie nie dopuściło się wobec polskiego społeczeństwa. Znęcanie się nad jeńcami, wykłuwanie oczu, wbijanie na pal, opalanie nad ogniem, zabijanie dzieci za to, że orła polskiego nosili na czapce, to rubryka czynów ukraińskich, które ciągle się powtarzają.[cyt. za „Niech nas rozsądzi miecz i krew...”, s. 166]
 

Czy to oznacza, że Ukraińcy „wyssali okrucieństwo z mlekiem matki”? Jestem jak najdalszy od takich stwierdzeń. Za postępowanie UHA odpowiadają władze ZURL (ZOURL) wzywające do takich zachowań:

Pamiętaj ukraiński żołnierzu, że tylko cham i niewolnik może teraz mówić o miłosierdziu i łagodności względem Polaków (...). Bij lackiego gada, gdzie go dopadniesz (...).[fragment odezwy administracji ukraińskiej do żołnierzy UHA, cyt. za „Niech nas rozsądzi miecz i krew...”, s. 227]
 

Wszystkie te złe „tradycje” walki z Lachami dowództwo OUN-UPA doprowadziło do monstrualnych rozmiarów w latach 1943-1945. Faszystowska ideologia tej organizacji, doświadczenie ounowców z okresu holokaustu, ludobójcze antypolskie rozkazy, zmasowana agitacja chłopstwa ukraińskiego, obietnice, że „za każdego zabitego Polaka będzie metr wolnej Ukrainy”, świadome nawiązywanie do tradycji hajdamackich (patrz odezwa Kłyma Sawura z czerwca 1943), rozbudzanie nienawiści do wszystkiego, co obce, co nie było szczególnie trudne po rządach II RP („nie zawahasz się popełnić największej zbrodni”, „nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wrogów twojej nacji”), wreszcie jawne poparcie dla mordów nacjonalistycznie nastawionej części kleru ukraińskiego – wszystko to sprawiło, że człowiek zaczął upatrywać w człowieku zwierzę, które należy zabić. Zabijano w sposób gospodarski, tak jak się zabija zwierzęta. Anarchia panująca wówczas na ziemiach kresowych** i brak widma kary, uwolniły najgorsze instynkty w ludziach - wydawałoby się - dotychczas normalnych.

Tyle podpowiada rozum. Są jednak rzeczy, wobec których pozostaje on bezradny. Najczarniejszą kartą zbrodni na Kresach są zabójstwa w małżeństwach mieszanych. Członkowie OUN uznawali małżeństwo z Polką (Polakiem) za zdradę Ukrainy. Wydawano ukraińskim członkom takich rodzin polecenie zabicia polskiego małżonka, co miało być odkupieniem „zdrady” narodu. Znanych jest kilkadziesiąt takich przypadków na Wołyniu***. Co więcej, ukraiński małżonek często zabijał nie tylko polskiego małżonka, ale także swoje dzieci uważane za Polaków (uważano, że córki dziedziczą narodowość po matce a synowie po ojcu). Znany jest przypadek z Galicji, opowiadany przez S. Srokowskiego, jak syn z mieszanej rodziny zabił swoją matkę-Polkę a następnie w zemście został zabity przez swojego ojca-Ukraińca.****

Za odmowę wykonania takiego rozkazu Ukraińcy płacili najwyższą cenę – mordowano ich wraz z całą rodziną. Podobnych rzeczy nie żądali od swoich nawet naziści.

CZY DA SIĘ TO CZYMŚ WYJAŚNIĆ?

Chcę powiedzieć bardzo mocno. To, co się stało na Kresach, to klęska ludzkości, człowieczeństwa, dziejowy kataklizm, który wstrząsnął naszą cywilizacją.” -to Stanisław Srokowski w Rzeczpospolitej (19.07.2008). Być może rzeczywiście rozmiary zła wyrządzonego tam dadzą się wytłumaczyć tylko za pomocą metafizyki. „Drzemie w człowieku potwór, który w warunkach krańcowych ujawnia się i zaczyna pożerać.” -mówił Srokowski w wywiadzie udzielonym Beresiowi. Podobnie myśli ordynariusz diecezji łuckiej bp Marcjan Trofimiak:

To pytanie unosi się nad całymi dziejami ludzkości. To pytanie uporczywie powraca i dzisiaj. Dlaczego w niedzielny poranek 11 lipca 1943 roku brat podniósł rękę na brata?! Dlaczego znów przelała się krew niewinnych ofiar?! Dlaczego?! Odpowiedzi nie ma, bo to jest mysterium iniquitatis - tajemnica zła, zła, które nie poddaje się żadnemu racjonalnemu wytłumaczeniu, zła, które wykracza poza wszelkie ludzkie pojęcia.

__________

* - gwoli prawdy trzeba dodać, że część polskich odwetów również miała okrutny charakter.
** - Niemcy a później Sowieci nie panowali nad terenami wiejskimi podczas mordów na Polakach.
*** - w Galicji prawdopodobnie jeszcze więcej, jednak -niestety- jeszcze nie zapanowałem nad materiałem „galicyjskim"
**** - tragedii rodzin mieszanych poświęcił S. Srokowski swą ostatnią powieść - „Ukraiński kochanek". Gorąco polecam.

Literatura:

Rafał Goluba, „Niech nas rozsądzi miecz i krew... Konflikt polsko-ukraiński o Galicję Wschodnią w latach 1918-1919", Poznań 2004

Władysław A. Serczyk, „Hajdamacy", Kraków 1978,

Władysław A. Serczyk, „Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651", Warszawa 2007

Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945", Warszawa 2000.

Zdzisław Skrok, „Podolska legenda. Powstanie i pogrzeb polskiego Podola", Warszawa 2007

Rysunek "Gonta w Humaniu" (rys. M. Zinowjew, graw. Kazerberg i Ertel) z: Serczyk, "Hajdamacy".